Witajcie!!! ;p Wracam, po długiej przerwie z walentynkowym one shotem. Tak , ja wiem, że będzie bardzo przewidywalnie i głupio. Napisałam tylko taką historię, o jakiej marzy myślę, że 90% nastolatek (tak, ja też ;p ). Więc zapraszam na walentynkowy one shot z dedykacją dla wszystkich, którzy spędzają to święto sami i smutni (nie, nie ja, ja jestem sama i szczęśliwa ;) ). Więc miłego czytania!!!!!!
PS BŁAGAM, nie pytajcie kiedy next!!!
Jest sobota, czternasty luty (albo lutego, nie mam pojęcia jak jest poprawnie). Walentynki, międzynarodowy dzień zakochanych. Jak mówi ciocia wikipedia "coroczne święto zakochanych przypadające 14 lutego. Zwyczajem w tym dniu jest wysyłanie listów zawierających wyznania miłosne (często pisane wierszem). Dzień 14 lutego stał się więc okazją do obdarowywania się drobnymi upominkami." tak... tylko, że jak czytamy dalej "Dla osób nie pozostających w związkach, tzw. singli walentynki mają charakter opresywny, związany z "tyranią bycia w związku" i piętnujący osoby żyjące w pojedynkę." ten opis pasuje mi dużo bardziej. Mam dosyć par obściskujących się wszędzie, romantycznych serduszek i kartek "i love you". Dla mnie to po prostu żenujące. Mój ukochany kot zdechł w walentynki, a tego samego dnia rzucił mnie mój pierwszy i jedyny chłopak, którego naprawdę, wdawało by się, kochałam. Teraz wiem, że to było tylko zauroczenie. No dobrze, jest 14.02. Przedstawienie czas zacząć.
14.02.2015, godzina 8:30
Wyjątkowo wcześnie wstaję, jem śniadanie, ubieram się. Postanawiam poczatować chwilę na facebooku, z nadzieją, że nie będzie zbyt dużo walentynkowych postów. Niestety, KAŻDY, kogo mam w znajomych po prostu musiał opublikować walentynkowy status czy zdjęcie. Najbardziej żenujące są podpisy: "z moim misiaczkiem", "z moim kwiatuszkiem", koteczkiem, czy innym króliczkiem... Po chwili po prostu włączam i wychodzę na dwór. Po drodze biorę portfel i torbę.
14.02.2015 godzina 10:00
Wchodzę do supermarketu. Od razu idę do działu słodyczy. Tam wrzucam do koszyka kilka tabliczek czekolady, cukierki, bitą śmietanę i żelki. Po namyśle kupuję też lody i kolorową posypkę. Płacę za wszystko i wracam do domu. Do miski wkładam lody, dorzucam kostki czekolady, cukierki, żelki, polewam to wszystko bitą śmietaną i posypuję posypką. Do tego gotuję sobie kakao i idę do mojego pokoju. Tam rozkładam łóżko, układam na nim wszystkie poduszki i koce, jakie mam w domu, a potem wchodzę do środka. Włączam komputer i szukam fajnego filmu do obejrzenia. Decyduję się na "Last song" z Miley Cyrus w roli głównej. Lubiłam tą dziewczynę, naprawdę ma talent. Szkoda, że go zmarnowała-nie wierzysz? patrz----> wrecking ball, we can't stop albo cokolwiek innego. Wracając do filmu, jest naprawdę świetny. Później oglądam "LOL"- też z Miley, potem "Gwiazd naszych wina" i "Zostań jeśli kochasz". Tak wiem, że wszystkie są o miłości. Co mi tam, w końcu są walentynki!
14.02.2015 godzina 16:00
Zjadłam już 5 litrów lodów ze słodyczami, wypiłam trzy litry kakao, obejrzałam 4 filmy i obecnie znajduję się w stanie cukrowego haju. Nie jestem w stanie normalnie myśleć. Jest mi tak dobrze, tak cieplutko... Jeeeeszczeeee tyyylkoooo..........
14.02.2015 godzina 16:30
Wyspałam się. Cukier już nie działa, więc jestem w stanie trzeźwo myśleć. Teraz zastanawiam się, o mi przerwało sen. A tak... ktoś chyba dzwonił do drzwi. Zwlekam się z łóżka. Po drodze do korytarza poprawiam ubranie i przeczesuję włosy palcami. W końcu, ktokolwiek to jest, chcę wyglądać choć trochę jak człowiek, a nie jak jakieś monstrum. Kiedy otwieram drzwi myślę, że mam zwidy. Nawet wydaje mi się, że postać stojąca w drzwiach zaczyna delikatnie falować...
14.02.2015 godzina 16:45
Jeżeli to przed drzwiami to była halucynacja, to ze mną jest coraz gorzej. Wydaje mi się, że pochyla się nade mną Kuba Sikorski, szkolne ciacho. Przecieram oczy ze zdumienia, ale on ciągle tam jest. I coś mówi... Nie mam pojęcia co. Mimo, że nie czuję się najlepiej siadam.
-Co ty tu robisz?-pytam słabym głosem
-Przyszedłem do ciebie. Wiktoria, muszę ci coś powiedzieć...-zaczyna. Jestem prawie tak spięta jak wtedy, kiedy jechałam do lekarza po mój pierwszy aparat ortodontyczny i prawie zwymiotowałam mamie do samochodu (ja wiem, że psuję najbardziej romantyczną scenę, ale po prostu
m u s i a ł a m to napisać).
-O co chodzi?-
-Ty... podobasz mi się. Kocham cię, Wiktorio.
W tej chwili poczułam się jak, skoro jesteśmy przy dentystycznych porównaniach, jak wtedy, kiedy zdjęli mi aparat, a ja mogłam normalnie mówić.
rok później
Przymykam oczy i przypominam sobie walentynki sprzed roku. Byłam tylko ja, pięć litrów lodów i kilka filmów na DVD. Teraz jestem ja i najlepszy chłopak, jakiego poznałam. Mój chłopak. To nasza pierwsza rocznica, poznaliśmy się dokładnie rok temu. To znaczy znaliśmy się długo wcześniej, ale wcale nie zwracaliśmy na siebie uwagi. W tamtą walentynkową noc coś się zmieniło. Powiedział mi, że mnie kocha a ja w tamtej chwili zakochałam się w nim. Poczułam się tak... wyjątkowo, kiedy do późna siedzieliśmy na dachu mojego bloku, rozmawialiśmy. To właśnie tamtej nocy ktoś nazwał mnie "swoim kotkiem" a ja pomyślałam, że może jednak to nie jest żałosne, tylko urocze... Wtedy było... Było pięknie. Było idealnie. I dalej tak jest. Nawet teraz, kiedy jesteśmy parą od roku. Chciała bym, żeby tak już zostało.
Cudowne tu i teraz.