sobota, 31 stycznia 2015

LBA


Dostałam nominację do LBA!!!!! Dziękuję be yourself, która mnie nominowała. Liebster Blog Award to nagroda za "dobrze wykonaną robotę" przyznawana autorom blogów o mniejszej liczbie wyświetleń, więc pomaga w rozpowszechnianiu ich. Po otrzymaniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań zadanych przez nominującego, potem nominować 11 blogów, poinformować o tym autorów i zadać im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.

Pytania:
 1. W jakim celu zaczęłaś pisać?
Zaczęłam pisać, ponieważ nie zawsze książki, które czytałam miały akcję rozwiniętą i zakończoną tak, jak sobie wyobrażałam. Często szukałam ukrytego dobra w postaciach pozornie złych. Poza tym odkąd pamiętam przed snem wymyślałam różne historie o nieistniejących bohaterach i fasynowało mnie, że mogą być kimkolwiek zechcę.
2. Co najchętniej zawierasz w swoim opowiadaniu?
Najchętniej piszę o emocjach, głównie negatywnych. Lubię myśleć, co bohater czuje w takiej sytuacji. Jeżeli chodzi o wątki, jakie najchętniej poruszam są to tematy miłości albo odrzucenia. Albo- jak na tym blogu- jedno i drugie.  
3. Kogo ze swojej twórczości lubisz najbardziej i dlaczego?
Nie mam ulubionej postaci. Myślę, że to dlatego, że bardzo mocno identyfikuję się z każdym z moich bohaterów.
4. Jakie blogi czytasz najchętniej? (max. 5)
O tematyce fantasy lub romanse. Są to te, które nominowałam, dlatego nie będę pisać dwa razy tych samych tytułów.
5. Jeśli mogłabyś spełnić jedno swoje marzenie, jakie by to było? (UWAGA: musi być to realne marzenie)
Chciałabym umieć ładnie śpiewać, aby móc tworzyć muzykę i docierać z moimi historiami do większej publiczności.
6. Czego nie lubisz w blogach innych?
Nie lubię przesadnego używania wulgaryzmów i przewidywalnej akcji.
7. Zamierzasz kiedyś wydać książkę?
Bardzo bym chciała. Tylko czekam na pomysł, ale musi być ciekawy i niebanalny.
8. Jakie masz plany na przyszłość?
Szczerze, to nie wiem. Może coś z muzyką, może pisarka albo dziennikarka... Nie wiem, jeszcze poważnie nad tym nie myślałam. 
9. Jakie zwierzęta lubisz najbardziej?
Nie lubię zwierząt i się ich boję. Nie mam ulubionych, ale zawsze fascynowały mnie koty. Są takie tajemnicze i eleganckie. Dlatego zawsze mam wiele pomysłów na historię o kotach.
10. W jaki sposób lubisz spędzać wolny czas?
Lubię oglądać filmy, czytać, grać na gitarze i oczywiście pisać.
11. Czym lubisz się otaczać?
Przedmiotami, do których mam sentyment i wiążą się z nimi wspomnienia. Bardzo lubię też, mieć w pokoju dużo książek, dają bardzo przytulną atmosferę.
Moje pytania:
1 Dlaczego zaczęłaś pisać?
2 Co najbardziej lubisz w pisaniu opowiadań?
3 Czy lubisz czytać książki? Czy ma to wpływ na twoje opowiadania?
4 Jakie gatunki (romans fantasy itp.) lubisz pisać najbardziej i dlaczego?
5 Co cię inspiruje do pisania?
6 Czy twoje przeżycia mają wpływ na rozwój akcji w opowiadaniu?
7 Wolisz, kiedy główną bohaterką jest dziewczyna czy chłopak?
8 Czy jest miejsce, które inspiruje cię do pisania?
9 Wolisz tworzyć długie historie o wielu wątkach, czy krótkie i zwięzłe one-shoty?
10 Lubisz pisać teksty na określony temat czy wolisz własne pomysły?
11 Czy twoi bohaterowie istnieją w realnym życiu? A może są to osoby, którymi chciałabyś być?

Ja nominuję:
raura-love.blogspot.com
killing-pleasure.blogspot.com (na początku jako killing-pleasure.blog.onet.pl)
life-isnt-like-mp3.blogspot.com
imaginarium-czasu.blog.onet.pl
legilimencium.blogspot.com
tangled-imagination.blogspot.com
elven-perfection.blogspot.com
Więcej blogów nie nominuję, nie znam żadnego więcej :)
Jeszcze raz dziękuję :)
Yue

 

piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 4

A tam stał mój ojczym. A przynajmniej facet, który wyglądał podobnie jak on. Ten miał na sobie luźny dres, włosy w nieładzie i, uwaga, uśmiechał się! Ojczym nigdy tego nie robi. Przetarłam oczy, a wtedy zobaczyłam, że mam na rękach bandaże. W tym czasie ten obcy gdzieś sobie poszedł. Ja wróciłam do łóżka i postanowiłam przemyśleć sobie, co się stało.
 Pamiętam, że przyszłam do szkoły, ale na na pierwszej lekcji wcale nie uważałam, cały czas myślałam o wczorajszym dniu.  Na szczęście nikt nie sprawdzał obecności. Siedziałam nic nie rozumiejąc. Nawet nie zauważyłam, kiedy zadzwonił dzwonek i wszyscy wyszli. Na przerwie nawet nie chciało mi się z nikim kłócić. Niestety na następnej lekcji usłyszałam "Anna Rej" zamiast "Madison Smith". Wtedy wstałam, wzięłam torbę i wybiegłam z klasy. Nie obchodziło mnie wołanie i zaskoczone spojrzenia nauczyciela i klasy. Pobiegłam do łazienki i zaczęłam płakać. Wszystko, co do tej pory nie dawało mi spokoju teraz spływało razem ze łzami i rozmazanym makijażem. Dużo ludzi mówi, że płacz to oznaka słabości. Moim zdaniem to oznaka odwagi do przyznania się do błędu. Niestety nie każdy tak to interpretuje, więc staram się nie "ryczeć" przy innych. Łzy zaczęły kapać mi na bluzkę, więc chciałam wyjąć  z torby chusteczki, kiedy moje palce trafiły na mały metalowy przedmiot. Poczułam ból, więc szybko cofnęłam rękę. Zobaczyłam małe, znajome rozcięcie. Dawno nie używałam żyletki , już prawie zapomniałam, jak to się robi. I zapomniałam o uldze, jaką to przynosi.  Teraz postanowiłam ulec pokusie i pierwszy raz od bardzo dawna przeciąć sobie skórę. Denerwowałam się prawie tak bardzo jak na początku, kiedy jeszcze nie miałam aż takiego..... doświadczenia? Wprawy? W każdym razie coś w tym stylu. Pamiętam, kiedy pierwszy raz postanowiłam przeciąć kawałek skóry na brzuchu, żeby nie było widać. Potem zauważyłam, że nikogo nie obchodzi mój wygląd więc dałam spokój z ukrywaniem blizn. Trzęsły mi się ręce i ślad wyszedł nierówny. Poza tym strasznie bolało. Tego dnia mama przyjęła oświadczyny Tomasza i zaczęła planować ślub. Nawet mi nic nie powiedziała. Podsłuchałam jej rozmowę przez telefon. Chwaliła się przyjaciółce i zapraszała ją na wesele. Wściekła wróciłam do siebie i zaczęłam rysować. Kiedy złamał mi się ołówek chciałam go zaostrzyć. Wtedy sięgnęłam do piórnika i wyjęłam temperówkę. Okazało się, że jest połamana. Mimo to wyjęłam jej kawałki i próbowałam je skleić. Nie udało się, ale metalowa cześć urządzenia przycięła mi palec. Wtedy poczułam nieznaną mi dotąd ekscytację i ulgę, które powodowała krew na palcu. Chwilę potem miałam już kilka blizn na brzuchu i palcach, a po gniewie nie było śladu. Potem  zaczęłam to robić coraz częściej, w bardziej widocznych miejscach. W pewnym sensie się uzależniłam. Wtedy postanowiłam przestać.
Faktycznie, przez pewien czas było ciężko się odzwyczaić, ale dałam radę.  Dopiero teraz, kiedy chcą mi zabrać moją tożsamość uległam pokusie i poszłam na skróty, prosto do żyletki. Tego dnia nie dało mi ulgi dodatkowe kilka ran. Rozdarapałam wszystkie rany na przedramionach. Niech wiedzą, że tnę sobie skórę. Niech wiedzą, że sobie nie radzę. Niech zobaczą. Potem spróbowałam wstać. Zachwiałam się, ale udało mi się utrzymać równowagę. Kiedy już stanęłam stabilnie na nogach wyszłam z łazienki. Akurat zadzwonił dzwonek. Pamiętam jeszcze, że weszłam na chwilę do klasy, potem tylko ciemność. Po pewnym czasie (nie mam pojęcia ile to trwało) obudziłam się tutaj. Tyle zdążyłam ustalić.  Chciałam wyjąć  z torby chusteczki, kiedy moje palce trafiły na mały metalowy przedmiot. Poczułam ból, więc szybko cofnęłam rękę. Zobaczyłam małe, znajome rozcięcie. Dawno nie używałam żyletki , już prawie zapomniałam, jak to się robi. I zapomniałam o uldze, jaką to przynosi.  Teraz postanowiłam ulec pokusie i pierwszy raz od bardzo dawna przeciąć sobie skórę. Denerwowałam się prawie tak bardzo jak na początku, kiedy jeszcze nie miałam aż takiego..... doświadczenia? Wprawy? W każdym razie coś w tym stylu. Pamiętam, kiedy pierwszy raz postanowiłam przeciąć kawałek skóry na brzuchu, żeby nie było widać. Potem zauważyłam, że nikogo nie obchodzi mój wygląd więc dałam spokój z ukrywaniem blizn. Trzęsły mi się ręce i ślad wyszedł nierówny. Poza tym strasznie bolało. Tego dnia mama
Przyjęła oświadczyny Tomasza i zaczęła planować ślub. Nawet mi nic nie powiedziała. Podsłuchałam jej rozmowę przez telefon. Chwaliła się przyjaciółce i zapraszała ją na wesele. Wściekła wróciłam do siebie i zaczęłam rysować. Kiedy złamał mi się ołówek chciałam go zaostrzyć. Wtedy sięgnęłam do piórnika i wyjęłam temperówkę. Okazało się, że jest       połamana. Mimo to wyjęłam jej kawałki i próbowałam je skleić. Nie udało się, ale metalowa cześć urządzenia przycięła mi palec. Wtedy poczułam nieznaną mi dotąd ekscytację i ulgę, które powodowała krew na palcu. Chwilę potem miałam już kilka blizn na brzuchu i palcach, a po gniewie nie było śladu. Potem  zaczęłam to robić coraz częściej, w bardziej widocznych miejscach. W pewnym sensie się uzależniłam. Wtedy postanowiłam przestać.
Faktycznie, przez pewien czas było ciężko się odzwyczaić, ale dałam radę.  Dopiero teraz, kiedy chcą mi zabrać moją tożsamość uległam pokusie i poszłam na skróty, prosto do żyletki. Tego dnia nie dało mi ulgi dodatkowe kilka ran. Rozdarapałam wszystkie rany na przedramionach. Niech wiedzą, że tnę sobie skórę. Niech wiedzą, że sobie nie radzę. Niech zobaczą. Potem spróbowałam wstać. Zachwiałam się, ale udało mi się utrzymać równowagę. Kiedy już stanęłam stabilnie na nogach wyszłam z łazienki. Akurat zadzwonił dzwonek. Pamiętam jeszcze, że weszłam na chwilę do klasy, potem tylko ciemność. Po pewnym czasie (nie mam pojęcia ile to trwało) obudziłam się tutaj. Tyle zdążyłam ustalić. Postanowiłam o resztę zapytać tego chłopaka. Po kilku minutach wszedł, niosąc olbrzymi talerz naleśników z dżemem
Truskawkowym. Zaśmiałam się 
-Czytasz w moich myślach czy co? Akurat takie lubię najbardziej!!!!!
W odpowiedzi tylko się uśmiechnął i podsunął mi talerz 
-To wszystko dla mnie?! Niemożliwe!!!
-Tak, to wszystko dla ciebie - tym razem odpowiedział normalnie.  Nawet kiedy byłaś nieprzytomna burczało ci w brzuchu. Kiedy ostatnio cokolwiek jadłaś? 
To pytanie mnie zastanowiło. 
-To zależy od tego, która godzina. 
-16:30. Spałaś 7 godzin!!!
-Wczoraj jadłam kolacje... od tamtego czasu nic
Wtedy poczułam niesamowity głód więc rzuciłam się na jedzenie. Już po chwili talerz stał pusty a ja w końcu czułam to  przyjemne uczucie sytości. Mimo to chciałam już wrócić do domu. Pewnie kolejna osoba, która chce mnie ośmieszyć. Najpierw będzie udawał mojego przyjaciela, a potem znajdę
Moje głupie zdjęcia w internecie. Sorry, ale już to przerobiłam. Każdy na początku był taki jak on. Mimo bólu na całym ciele wstałam, podziękowałam mu i wyszłam z domu. Blizny nadal paliły niemiłosiernie, ale przestało mnie to obchodzić. Na szczęście mieszkał niedaleko mnie, więc mogłam wrócić do domu na piechotę.  Rzuciłam się na łóżko i przez dłuższy czas leżałam nieruchomo , myśląc o dzisiejszym dniu i o tym, co się stało. Zastanawiało mnie jedno: dlaczego akurat ten chłopak musiał zabrać mnie nieprzytomną do swojego domu.

Hej hej!
po pierwsze, chciałam się pochwalić nominacją do LBA. Więcej informacji w następnym poście
po drugie, każdy, kto chce otrzymywać informacje o nowych rozdziałach może polubić stronę bloga na fb, będę tam wstawiała linki do nowych rozdziałów.
I oczywiście dedyk dla każdego, komu chce się czytać moje wpociny. Do napisania!

środa, 14 stycznia 2015

Rozdział ok. 3

 Kiedy tego samego dnia wróciłam do domu przygotowałam się na kazanie i krzyki. Tymczasem rodzice zawołali mnie do salonu. Kiedy weszłam oboje siedzieli przy stole. 
-Madison, miło, że już jesteś. Wejdź, chcemy coś ci powiedzieć. 
Usiadłam na krześle. Oboje byli tacy spokojni i oficjalni. Nie zachowywali się jak zawsze po dniu spędzonym u dyrektora. Pełna wahań usiadłam i nerwowo stukałam w blat stołu czekając na to, co chcą mi powiedzieć.   Byłam zaniepokojona, nigdy nie widziałam ich tak poważnych. Po chwili matka zaczęła:
-Madison, jesteś już duża i wierzę, że będziesz myśleć jak dorosły. Wiem, że teraz będzie ci ciężko to zaakceptować, ale nie krzycz, pamiętaj, że wszystko, co robimy, robimy dla ciebie i dla twojego dobra.
-Możesz w końcu powiedzieć, o co chodzi a nie ciągle przedłużać?- zaczęłam się niecierpliwić
-Madison, chcemy zmienić ci imię. Od teraz nazywasz się Anna Rej.
Przez chwilę stałam jak wmurowana. Ne docierało do mnie nic, co mama przed chwilą powiedziała. Dopiero po kilku minutach zrozumiałam, że chce mi zabrać wszystko. Moją tożsamość, pamiątkę po tacie i po dawnym życiu, w którym ktoś mnie doceniał. Wszystko przestało się liczyć. Nie, nie, nie, nie, nie mogą mi tego zrobić. To jedyne, co mi zostało z dobrego życia, jedyne, czego byłam pewna. Ta wiadomość mnie zaszokowała. Nie widziałam, ani nie słyszałam nic. Potem wybuchłam:
-NIE MOŻECIE MI TEGO ZROBIĆ! NIE BEZ MOJEJ ZGODY!!! A JA SIĘ NIE ZGADZAM!!! NIGDY SIĘ NIE ZGODZĘ!!! To jedyne, co zostało mi po tacie...
-Posłuchaj smarkulo- ojczym jeszcze nigdy tak się do mnie nie odezwał-Teraz to ja jestem twoim ojcem i będziesz robiła co ci każę.
-Nie jesteś moim ojcem i nigdy nie byłeś!-po tych słowach pobiegłam na górę, spakowałam się i wyszłam na dwór.
Biegłam przez miasto. Co jakiś czas przestawałam żeby złapać oddech. Mimo, że miałam dobrą kondycję stras znie się zmęczyłam. Nie wiem, czy to od biegu, czy ze wściekłości, ale nie mogłam złapać oddechu przez dobre kilka minut. Dawno już tak nie miałam. Zauważyłam, że zaczyna się dzień. Nigdy jeszcze nie oglądałam wschodu słońca. Zawsze bałam się ciemności, ale dzisiaj (właściwie wczoraj) wieczorem poczułam taki rodzaj odwagi, jak nigdy wcześniej. Nie bałam się już niczego. Nic nie było w stanie mnie przestraszyć. Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie, ale tak było. Kiedy dowiecie się, że wszystko, co macie po ojcu wasza matka chce wam odebrać poczujecie to samo. Popatrzyłam na zegarek w telefonie (cud, że bateria trzyma!). Za godzinę zaczynają się lekcje. Pójdę do subway i coś zjem. W końcu trochę pieniędzy mam. Fuck! Zgubiłam portfel. Po prostu świetnie. Nawet zjeść nie mam za co. Może w szkole coś dostanę. Właśnie! Szkoła! Za pół godziny zaczynają się lekcje, a ja jestem na drugim końcu miasta. Całe szczęście, że nie zgubiłam miesięcznego. Mogę pojechać autobusem. Nie, nie pojadę bez biletu. Mam swoje zasady, nie kradnę, nie jeżdżę autobusem na gapę. Nic za darmo. Idę na przystanek, patrzę na zegarek, potem na rozkład jazdy. Za chwilę coś powinno przyjechać. I faktycznie, po kilku minutach zza rogu wytacza się biało-zielono-czerwony autobus. Wow, mam szczęście, jest nowy. Jeszcze da się nim jechać. Na większości widać, że MPK nie ma zamiaru zainwestować w naprawę albo nowy sprzęt. Siadam przy oknie i patrzę na budynki mijane po drodze. Nigdy nie lubiłam tego miasta. Jest strasznie małe, nie mam tu nikogo, kogo bym lubiła, nikomu się nie chce pomalować ścian na budynkach, skosić trawy czy pozbierać śmieci z trawnika. Każdego obchodzi tylko swój dom czy pokój, nic więcej. Dlaczego nikt nie może zrobić czegoś po prostu- bo tak będzie lepiej. Naprawdę tak trudno wrzucić papierek do kosza zamiast na trawnik? Pomóc starszej sąsiadce wnieść zakupy? Jakie głębokie przemyślenia.... Sama się sobie dziwię, że potrafię takie rzeczy mówić. No ale cóż, taka jestem. I nie zamierzam się zmieniać. Nie mam przyjaciół, ale tylko dlatego, że nikt do tej pory mnie nie docenił. I nie zaakceptował. Nawet nie spróbował.   
***
Wychodziłem  z klasy po angielskim, kiedy usłyszałem za sobą huk. Byłem    pewien, że wyszedłem ostatni.  Jednak za mną leżała dziewczyna. To była Madison, która od dawna mi się podoba. Podbiegłem do niej i sprawdziłem, czy oddycha. Puls był stabilny. Wyglądało na to, że po prostu zemdlała z wycieńczenia. Zaraz potem zobaczyłem jej zakrwawione przedramiona pokryte siateczką blizn, które teraz były rozdarapane i wszystkie krwawiły. Szybko się opamiętałem i zacząłem ją cucić. Mógłbym pójść z tym do szkolnej pielęgniarki, ale wiadomo, ona od razu zrobiłaby wykład, pytałaby o problemy w życiu itp... po prostu chcę jej oszczędzić kłopotów z nauczycielami. Nic o niej nie wiem, nie będę jej robił problemów- postanowiłem.  Te rozmyślania przerwał mi cichy jęk. Była to ta dziewczyna. Najwidoczniej rany bardzo ją bolały. Opanowałem się i spróbowałem nawiązać z nią kontakt.
-Cześć? Halo, słyszysz mnie? Jesteś tu?- pytałem bez sensu. Nie oczekiwałem odpowiedzi. Dlatego aż podskoczyłem ze zdumienia, kiedy usłyszałem słaby i urywany damski głos
- ała...hej...jestem....Madison....ała....a...ty...?  
-Michał. Zabrać cię do szpitala albo do pielęgniarki? Może...
-Nie- była wyjątkowo stanowcza- pomóż mi wstać a poradzę sobie sama.
-Nie możesz w takim stanie sama iść do domu. Chodź, odprowadzę cię!
-Lepiej nie. Poradzę sobie. Poza tym...-głos jej się załamał- mama nie wie, że mam te blizny. Ona o niczym nie wie...
No tak. Zapomniałem, że inni ludzie mają matki. Ja mam tylko ojca, mama nie żyje. Wolałem nie poruszać tego tematu, bo domyśliłem się, że nie ma dobrych relacji z rodzicami. Postanowiłem zabrać ją do mnie do domu. Tata akurat wyjechał,  więc nie będzie zadawał niepotrzebnych pytań. Jest lekarzem, więc powinienem mieć w domu bandaż czy coś.  O dziwo, zgodziła się. Pomogłem jej wsiąść do samochodu  (nowy!) i pojechaliśmy.  Na szczęście droga nie była długa. Już po chwili byliśmy na miejscu. Odprowadziłem gościa do mojego pokoju  podbiegłem do gabinetu i przyniosłem czyste bandaże. Kiedy wróciłem Madison leżała na moim łóżku. Miała zamknięte oczy, ale kiedy tylko usiadłem obok niej spojrzała na mnie. Delikatnie podniosłem jej rękę i rozwinąłem przyniesiony materiał. Zacząłem bandażować rany. Nauczył mnie tego ojciec. Jestem w tym naprawdę sprawny. Kiedy oba jej przedramiona były owinięte w materiał dziewczyna usiadła i zaczęła mi się przyglądać.
***
Obudziłam się w jakimś pokoju. Było dużo światła, jakiś przyjemny głos. I było mi bardzo, bardzo wygodnie. Wydawało mi się, że ktoś do mnie mówi. Usłyszałam swoje imię.... zaraz... co się stało wczoraj? Pamiętam , że uciekam z domu potem biegnę i wchodzę do szkoły. Ale czy faktycznie tam weszłam? Może ten głos będzie wiedział? Warto spróbować. Nagle zdałam sobie sprawę, że nie mogę się ruszać. Spróbowałam usiąść, ale nie dałam rady. Spróbowałam jeszcze raz. Uniosłam się tylko na kilka sekund po czym znowu opadłam na poduszkę. Poczułam, że mogę ruszać powiekami. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Leżałam w łóżku, obok mnie stał jakiś chłopak, na górze było dużo światła, a... chwila... CHŁOPAK?! Kto to? Co robiliśmy? Co się stało?! Dlaczego nie jestem w domu?! A jeżeli nie jestem u siebie to czyj to pokój? Tego chłopaka? A może... uf. Ogarnij się Mad. Po prostu go zapytaj. Kiedy już mogłam się podnieść usiadłam na poduszkach, oparłam się o ścianę i czekałam aż ktoś przyjdzie. Spojrzałam na drzwi, które, domyśliłam się, że prowadzą do łazienki. Poszłam w tamtym kierunku, a kiedy otworzyłam drzwi w środku zobaczyłam...


Hej hej! Tak, Martynka w końcu dodałam :) Oczywiście dla ciebie dedykacja. I dla Rubi i Basi, które całkowicie zryły mi psychikę i pewnie po zdaniu "co robiliśmy" będą wyczuwać w nexcie sceny +18 :) Tak... wiecie, że was kocham :)
PS Oczywiście sorry za błędy :). Większość rozdziału była pisana na telefonie, więc coś może być źle :)

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 2

Obudziłam się rano z myślą, że jeszcze jeden dzień  weekendu. Dlatego bardzo się zdziwiłam, kiedy usłyszałam krzyki mamy
-Madison Anno Smith! Wstawaj, spóźnisz się na lekcje!!!!!
-Mamo... jest niedziela!
-Nie, poniedziałek 21 kwietnia! A teraz wstawaj, twój brat wyszedł 20 minut temu!!! Jest 7:40!!!!
Jak na sygnał zerwałam się z łóżka. Dotarcie do szkoły zajmowało mi ok 10 minut, a lekcje zaczynają się o 8:00. Szybko się ubrałam, śniadanie zjem po drodze. Po kilku minutach ubrana i umalowana wyszłam do szkoły jedząc w pośpiechu kanapkę. Wbiegłam do klasy równo z dzwonkiem. Nie ma co, świetny początek dnia... Po lekcji rozpoczęła się przerwa... Nie wiem co wolę, lekcje czy przerwy. Chyba lekcje. Wspomniałam już, że źle się uczę.  Powinnam być w mojej rejonowej szkole, ale rodzice po znajomości zapisali mnie do prywatnego gimnazjum, najlepsze w Lublinie. Tutaj nie ma określenia "kujon". Tutaj dobre oceny są popularne. Tutaj jeżeli źle się uczysz jesteś zerem. Nikt nie chce z tobą siedzieć, jeżeli nie masz średniej min. 5:0. A jeżeli do tego ubierasz się na czarno (jak ja) to nie masz życia w tej szkole. Na szczęście to mój ostatni rok. Na pewno zdam, nauczyciele chcą się mnie pozbyć. Jestem hańbą tej szkoły. Tu nawet nie ma nikogo, z kim można by było pogadać na normalne tematy. Wracając do dzwonka na przerwę.
Wszyscy powoli wychodzą z klasy. Wychodzą, nie biegną. Bieganie uważa się tu za zbyt prymitywne. Szkoda. Ja uwielbiam biegać. Czuję wtedy, że nic nie może mnie powstrzymać, że moje życie należy do mnie. Niestety to tylko bajeczka, ale mimo to codziennie zamiast jechać do domu autobusem biegnę szaleńczo przez miasto. Mam gdzieś dziwne spojrzenia przechodniów i ich pogardliwe uśmieszki. Inni zamiast tego słuchają muzyki, piją alkohol  czy coś. Ja nie. Ja biegam.
Ok, ale miałam opisać mój dzień w szkole. Tak przykładowo, żebyście wiedzieli. Wróćmy więc do mojej klasy, powoli opuszczającej salę lekcyjną. Zaraz Kinga i Oktawia, dwie największe idiotki jakie widział świat zaczną się miziać na korytarzu ze swoimi chłopakami, Adrianem i Markiem. Potem, jak już im się znudzi będą się ze mnie śmiać i pewnie znowu się pobijemy,  ale nikt tego nie zauważy. Kiedy zadzwoni dzwonek oni jak gdyby nigdy nic pójdą do klasy, a ja zostanę leżąc na podłodze. Potem wstanę i też wrócę do sali. Na następnych przerwach dadzą mi spokój ale na długiej pauzie w stołówce będzie bójka i trafię do dyrektora(potem w domu będzie piekło). Następnie kiedy pan Evans będzie tłumaczył zawiłości angielskiej gramatyki dostanę liścik z jakąś obelgą. W końcu wykończona wrócę do domu i jak zawsze wszyscy się będą ze mnie nabijać. I jak zawsze nikt mi nie pomoże. Beznadzieja, ale tak wygląda mój typowy dzień. Potem w domu będzie jeszcze gorzej, matka się będzie na mnie darła, że marnuję ich pieniądze i wysiłek, jaki włożyli w to, żebym się dostała do tej szkoły. Po tym wypomni mi, że wiele dzieci chciałoby mieć szansę nauki w tej szkole, tak jak ja mam. Na koniec każe mi pójść do pokoju i przemyśleć moje zachowanie. W tym domu wariatów nie stosuje się kar, to niehumanitarne.
Cóż, jak widzicie często lubię odbiegać od teraźniejszości. Nie opowiadam o wydarzeniach tylko o jakichś moich przemyśleniach czy coś. Możecie mieć wrażenie, że odbiegam od tematu. Trudno, będzie trzeba to przeżyć :)
***
 
Bycie najpopularniejszym chłopakiem w szkole właściwie nie ma złych stron. Każdy chce z tobą siedzieć, nie masz problemów ze znalezieniem dziewczyny, nauczyciele cię lubią. Jak dla mnie najlepsze jest znęcanie się nad innymi, o słabszej pozycji. Weźmy na przykład taką Madison Smith. Brzydka, niepopularna, źle się uczy, nauczyciele jej nie cierpią. Można mieć ubaw przez całe trzy lata gimnazjum!
Te rozmyślania przerwał mi dzwonek na przerwę. Wyszedłem z klasy razem z moją dziewczyną Oktawią. Ma piękne imię. Uwielbiam ją, to pewne. Zaczęliśmy się całować na korytarzu. Wiedziałem, że tuż obok mój kumpel Marek robi to samo z przyjaciółką Oktawii Kingą. Po pewnym czasie przestaliśmy i poszliśmy korytarzem. Zobaczyłem tą ofiarę losu, Madison. Poczułem jej krzywy wzrok na sobie, potem na mojej dziewczynie.  
-Czemu taka ofiara jak ty musi uprzykrzać życie normalnym ludziom? Idiotka.- Nigdy nie pozwolę, żeby przy mnie ktoś źle traktował Tawi.  
-Jak ci się nie podoba to spieprzaj cioto-uuuu, ostro
-Nie mów tak do mnie suko-i zaczęliśmy się bić. Szczerze mówiąc bije się całkiem  nieźle, ale ja jestem dużo lepszy. Już po chwili leżała na ziemi a my wróciliśmy do klasy.
Na lekcjach uważnie notowałem, już za kilka miesięcy czekają mnie egzaminy, a ja muszę mieć najwyższe wyniki. Nie rozumiem ludzi, którzy na lekcjach tylko coś rysują albo myślą nie wiadomo o czym. Przecież po szkole muszę dostać się do dobrego liceum a potem na studia. Co taki ktoś będzie robił po szkole? Może za kilka lat Madison będzie kopała doły na budowie? Przecież to takie beztalencie... Nie to co ja. Przystojny, inteligentny, bogaty. Mam perspektywy i ambicje. Naprawdę nie wiem dlaczego tyle o niej mówię. Może dlatego, że czekam na przerwę obiadową. Będziemy mogli wylać na nią sos ze spaghetti.  Naprawdę, bez niej w szkole byłoby nudno.
Faktycznie, na stołówce było spaghetti. Wszystkie pięć porcji (moja, Tawii, Marka, Kingi i Madison) znalazły się na mundurku tej ostatniej. Oczywiście po chwili przyszedł dyrektor.
-Panno Smith, co tu się wyrabia?!-zawołał dyrektor wzburzony-dlaczego marnuje pani jedzenie, na które pani rodzice musieli ciężko zapracować?! Proszę natychmiast się udać do mojego gabinetu!
Mówiłem.
Po lekcjach wsiadłem do mojego eleganckiego ferrari i odjechałem do domu. To był udany dzień.
***
-Nie uda ci się.
-A właśnie że tak. A założysz się?
-Dobrze. Założę się, że nie uda ci się tego zrobić w ciągu trzech miesięcy
*********************************
Hej! Więc  jest nowy rozdział, wcześniej niż myślałam. Co do trzeciego nic nie obiecuję, ale może uda mi się dodać już jutro. Do zobaczenia!
Jeszcze podziękowania dla Franka za pomoc przy kłótni thnx :)
I dla Rubi za to, że dzięki niej założyłam tego bloga, za motywacje do pisania, za promowanie mojej strony, dziękuję za to że zawsze jesteś :)
ale się uroczo na koniec zrobiło...

piątek, 2 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 1

<tu polecam piosenkę "numb" linkin park, której tłumaczenie było w prologu>
Kiedy chłodny metal dotknął mojej skóry poczułam znajome mrowienie w czubkach palców. Ten rodzaj ekscytacji zawsze towarzyszył momentowi, w którym ostrze żyletki przecinało moją skórę i pojawiała się wąska stróżka krwi. Ten ból ja sobie zadawałam, należał tylko do mnie i nikt nie mógł mi go odebrać.  To poczucie mnie uspokajało. Wszystkie emocje, które gromadzą się we mnie przez cały czas tu wypływają za mnie razem ze strumyczkiem krwi. Nie wiem jak to opisać, ale nie tnę sobie skóry dla szpanu. Robię to, bo to jedyna rzecz, której nikt nie jest w stanie mi odebrać. A takich rzeczy w moim życiu jest niewiele.
Matka na nic mi nie pozwala, nie rozumie mnie i  moich prawdziwych potrzeb. Po śmierci taty najpierw zamknęła się w sobie, potem zaczęła się upijać, chodziła na imprezy. Tam poznała faceta, wzięła ślub, urodziła mi "braciszka" i teraz "czekamy na drugiego aniołka w naszym domu" (nie przesadzam, tak na to dziecko mówi mama i ojczym!). Nie ma dla mnie czasu, teraz wychowuje młodego geniusza (mojego brata Mikołaja) i pracuje w laboratorium. Nienawidzę ani jej nowej pracy ani tego bachora. Ma pięć lat, ale już wiadomo, że jest geniuszem. Jak dorośnie pewnie wymyśli lek na raka czy coś takiego. Podobno powinnam być taka jak on.
Jasne.
Ojczym to nadęty bufon z kupą kasy, którego obchodzi tylko jego laboratorium. Na swoich odkryciach zbija miliony. Mama pracuje raczej dla przyjemności niż zysku.To on zarabia na nasze utrzymanie, ale jest też świetnym aktorem. Świetnie mu wychodzi udawanie, że się o mnie troszczy. tak naprawdę ja jestem najgłupsza w rodzinie więc go nic nie obchodzę. Dla nich jestem zerem.
Tata.... Tu chodzi mi o tego prawdziwego ojca, który mnie wychował i kochał. Niestety zmarł kiedy miałam 6 lat. Teraz mam 15 i od 9 lat żyję bez jedynej osoby, która kiedykolwiek mnie rozumiała. Od jego śmierci jestem sama i muszę sobie jakoś radzić. Jedyne co mi po nim zostało to takie dziwne imię Madison Smith. Reszta mojej rodziny ma na nazwisko Rej. Mówią, że mój prapraprapraprapraprapradziadek był pierwszym poeta polskim w historii. Jeżeli o to chodzi mają prawdziwą obsesję. Nazwali syna Mikołaj II i teraz mieszkam z Mikołajem II Rejem. Drugim, żeby nikt go nie pomylił ze słynnym prapraprapraprapraprapradziadkiem. W holu na ścianie jest cytat (oczywiście Reja) "A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają" czy jakoś tak. Jeżeli o mnie chodzi, uważam, że to głupie. Przecież on żył 500 lat temu!
Nauczyciele chcieliby, żebym dostawała zawsze najlepsze oceny, myślą, że też jestem urodzonym geniuszem. Przez to nikomu nawet nie chce się tłumaczyć mi lekcji. Po prostu mam to umieć. A ja nic nie rozumiem i ledwo zaliczam sprawdziany. Oczywiście nikt się nie skapnął, że może wypadałoby zgodzić się na korki albo w końcu zostać ze mną po lekcjach. Dobra jestem tylko z plastyki. Pan od plastyki naprawdę mnie lubi, mówi, że mam talent. To miłe. Dla mnie rysowanie, to ucieczka od rzeczywistości, hobby, sposób życia. Na lekcjach, kiedy nic nie rozumiem po prostu rysuję. Rodzice nie pochwalają sztuki, więc mówię, że wychodzę do biblioteki. Naprawdę to chodzę na kółko plastyczne do domu kultury. Kosztują tylko 100zł rocznie, nikt nawet nie zauważa, że na koncie było więcej pieniędzy. Tyle ojczym zarabia mniej więcej w minutę.
****************
Hej,
wyszedł mi taki bardziej prolog niż pierwszy rozdział, ale chciałam wprowadzić was w świat Mad. Teraz nie będę dodawać rozdziałów, chcę zrobić zakładkę bohaterów ze zdjęciami itp. Mam już kawałek trzeciego rozdziału, więc kiedy skończę "bohaterów" powinnam szybko coś dodać. Teraz mam przerwę świąteczną i mam czas na pisanie, ale jak zacznie się szkoła rozdziały będę dodawać rzadziej. Na dzisiaj tyle. Papapa!