-Madison Anno Smith! Wstawaj, spóźnisz się na lekcje!!!!!
-Mamo... jest niedziela!
-Nie, poniedziałek 21 kwietnia! A teraz wstawaj, twój brat wyszedł 20 minut temu!!! Jest 7:40!!!!
Jak na sygnał zerwałam się z łóżka. Dotarcie do szkoły zajmowało mi ok 10 minut, a lekcje zaczynają się o 8:00. Szybko się ubrałam, śniadanie zjem po drodze. Po kilku minutach ubrana i umalowana wyszłam do szkoły jedząc w pośpiechu kanapkę. Wbiegłam do klasy równo z dzwonkiem. Nie ma co, świetny początek dnia... Po lekcji rozpoczęła się przerwa... Nie wiem co wolę, lekcje czy przerwy. Chyba lekcje. Wspomniałam już, że źle się uczę. Powinnam być w mojej rejonowej szkole, ale rodzice po znajomości zapisali mnie do prywatnego gimnazjum, najlepsze w Lublinie. Tutaj nie ma określenia "kujon". Tutaj dobre oceny są popularne. Tutaj jeżeli źle się uczysz jesteś zerem. Nikt nie chce z tobą siedzieć, jeżeli nie masz średniej min. 5:0. A jeżeli do tego ubierasz się na czarno (jak ja) to nie masz życia w tej szkole. Na szczęście to mój ostatni rok. Na pewno zdam, nauczyciele chcą się mnie pozbyć. Jestem hańbą tej szkoły. Tu nawet nie ma nikogo, z kim można by było pogadać na normalne tematy. Wracając do dzwonka na przerwę.
Wszyscy powoli wychodzą z klasy. Wychodzą, nie biegną. Bieganie uważa się tu za zbyt prymitywne. Szkoda. Ja uwielbiam biegać. Czuję wtedy, że nic nie może mnie powstrzymać, że moje życie należy do mnie. Niestety to tylko bajeczka, ale mimo to codziennie zamiast jechać do domu autobusem biegnę szaleńczo przez miasto. Mam gdzieś dziwne spojrzenia przechodniów i ich pogardliwe uśmieszki. Inni zamiast tego słuchają muzyki, piją alkohol czy coś. Ja nie. Ja biegam.
Ok, ale miałam opisać mój dzień w szkole. Tak przykładowo, żebyście wiedzieli. Wróćmy więc do mojej klasy, powoli opuszczającej salę lekcyjną. Zaraz Kinga i Oktawia, dwie największe idiotki jakie widział świat zaczną się miziać na korytarzu ze swoimi chłopakami, Adrianem i Markiem. Potem, jak już im się znudzi będą się ze mnie śmiać i pewnie znowu się pobijemy, ale nikt tego nie zauważy. Kiedy zadzwoni dzwonek oni jak gdyby nigdy nic pójdą do klasy, a ja zostanę leżąc na podłodze. Potem wstanę i też wrócę do sali. Na następnych przerwach dadzą mi spokój ale na długiej pauzie w stołówce będzie bójka i trafię do dyrektora(potem w domu będzie piekło). Następnie kiedy pan Evans będzie tłumaczył zawiłości angielskiej gramatyki dostanę liścik z jakąś obelgą. W końcu wykończona wrócę do domu i jak zawsze wszyscy się będą ze mnie nabijać. I jak zawsze nikt mi nie pomoże. Beznadzieja, ale tak wygląda mój typowy dzień. Potem w domu będzie jeszcze gorzej, matka się będzie na mnie darła, że marnuję ich pieniądze i wysiłek, jaki włożyli w to, żebym się dostała do tej szkoły. Po tym wypomni mi, że wiele dzieci chciałoby mieć szansę nauki w tej szkole, tak jak ja mam. Na koniec każe mi pójść do pokoju i przemyśleć moje zachowanie. W tym domu wariatów nie stosuje się kar, to niehumanitarne.
Cóż, jak widzicie często lubię odbiegać od teraźniejszości. Nie opowiadam o wydarzeniach tylko o jakichś moich przemyśleniach czy coś. Możecie mieć wrażenie, że odbiegam od tematu. Trudno, będzie trzeba to przeżyć :)
***
Bycie najpopularniejszym chłopakiem w szkole właściwie nie ma złych stron. Każdy chce z tobą siedzieć, nie masz problemów ze znalezieniem dziewczyny, nauczyciele cię lubią. Jak dla mnie najlepsze jest znęcanie się nad innymi, o słabszej pozycji. Weźmy na przykład taką Madison Smith. Brzydka, niepopularna, źle się uczy, nauczyciele jej nie cierpią. Można mieć ubaw przez całe trzy lata gimnazjum!
Te rozmyślania przerwał mi dzwonek na przerwę. Wyszedłem z klasy razem z moją dziewczyną Oktawią. Ma piękne imię. Uwielbiam ją, to pewne. Zaczęliśmy się całować na korytarzu. Wiedziałem, że tuż obok mój kumpel Marek robi to samo z przyjaciółką Oktawii Kingą. Po pewnym czasie przestaliśmy i poszliśmy korytarzem. Zobaczyłem tą ofiarę losu, Madison. Poczułem jej krzywy wzrok na sobie, potem na mojej dziewczynie.
-Czemu taka ofiara jak ty musi uprzykrzać życie normalnym ludziom? Idiotka.- Nigdy nie pozwolę, żeby przy mnie ktoś źle traktował Tawi.
-Jak ci się nie podoba to spieprzaj cioto-uuuu, ostro
-Nie mów tak do mnie suko-i zaczęliśmy się bić. Szczerze mówiąc bije się całkiem nieźle, ale ja jestem dużo lepszy. Już po chwili leżała na ziemi a my wróciliśmy do klasy.
Na lekcjach uważnie notowałem, już za kilka miesięcy czekają mnie egzaminy, a ja muszę mieć najwyższe wyniki. Nie rozumiem ludzi, którzy na lekcjach tylko coś rysują albo myślą nie wiadomo o czym. Przecież po szkole muszę dostać się do dobrego liceum a potem na studia. Co taki ktoś będzie robił po szkole? Może za kilka lat Madison będzie kopała doły na budowie? Przecież to takie beztalencie... Nie to co ja. Przystojny, inteligentny, bogaty. Mam perspektywy i ambicje. Naprawdę nie wiem dlaczego tyle o niej mówię. Może dlatego, że czekam na przerwę obiadową. Będziemy mogli wylać na nią sos ze spaghetti. Naprawdę, bez niej w szkole byłoby nudno.
Faktycznie, na stołówce było spaghetti. Wszystkie pięć porcji (moja, Tawii, Marka, Kingi i Madison) znalazły się na mundurku tej ostatniej. Oczywiście po chwili przyszedł dyrektor.
-Panno Smith, co tu się wyrabia?!-zawołał dyrektor wzburzony-dlaczego marnuje pani jedzenie, na które pani rodzice musieli ciężko zapracować?! Proszę natychmiast się udać do mojego gabinetu!
Mówiłem.
Po lekcjach wsiadłem do mojego eleganckiego ferrari i odjechałem do domu. To był udany dzień.
***
-Nie uda ci się.
-A właśnie że tak. A założysz się?
-Dobrze. Założę się, że nie uda ci się tego zrobić w ciągu trzech miesięcy
*********************************
Hej! Więc jest nowy rozdział, wcześniej niż myślałam. Co do trzeciego nic nie obiecuję, ale może uda mi się dodać już jutro. Do zobaczenia!
Jeszcze podziękowania dla Franka za pomoc przy kłótni thnx :)
I dla Rubi za to, że dzięki niej założyłam tego bloga, za motywacje do pisania, za promowanie mojej strony, dziękuję za to że zawsze jesteś :)
ale się uroczo na koniec zrobiło...
Haha, wreszcie to przeczytałam! Franka? Who is Franek. Franek? Jesteś tu? Nie ważne... podobało mi się :D I takie kurde przemyślenia.... ubiera się na czarno, chodzi do prywatnej sql w Lublinie, ma średnią poniżej 4. Fuck... moja bliźniaczka czy co?
OdpowiedzUsuń