środa, 14 stycznia 2015

Rozdział ok. 3

 Kiedy tego samego dnia wróciłam do domu przygotowałam się na kazanie i krzyki. Tymczasem rodzice zawołali mnie do salonu. Kiedy weszłam oboje siedzieli przy stole. 
-Madison, miło, że już jesteś. Wejdź, chcemy coś ci powiedzieć. 
Usiadłam na krześle. Oboje byli tacy spokojni i oficjalni. Nie zachowywali się jak zawsze po dniu spędzonym u dyrektora. Pełna wahań usiadłam i nerwowo stukałam w blat stołu czekając na to, co chcą mi powiedzieć.   Byłam zaniepokojona, nigdy nie widziałam ich tak poważnych. Po chwili matka zaczęła:
-Madison, jesteś już duża i wierzę, że będziesz myśleć jak dorosły. Wiem, że teraz będzie ci ciężko to zaakceptować, ale nie krzycz, pamiętaj, że wszystko, co robimy, robimy dla ciebie i dla twojego dobra.
-Możesz w końcu powiedzieć, o co chodzi a nie ciągle przedłużać?- zaczęłam się niecierpliwić
-Madison, chcemy zmienić ci imię. Od teraz nazywasz się Anna Rej.
Przez chwilę stałam jak wmurowana. Ne docierało do mnie nic, co mama przed chwilą powiedziała. Dopiero po kilku minutach zrozumiałam, że chce mi zabrać wszystko. Moją tożsamość, pamiątkę po tacie i po dawnym życiu, w którym ktoś mnie doceniał. Wszystko przestało się liczyć. Nie, nie, nie, nie, nie mogą mi tego zrobić. To jedyne, co mi zostało z dobrego życia, jedyne, czego byłam pewna. Ta wiadomość mnie zaszokowała. Nie widziałam, ani nie słyszałam nic. Potem wybuchłam:
-NIE MOŻECIE MI TEGO ZROBIĆ! NIE BEZ MOJEJ ZGODY!!! A JA SIĘ NIE ZGADZAM!!! NIGDY SIĘ NIE ZGODZĘ!!! To jedyne, co zostało mi po tacie...
-Posłuchaj smarkulo- ojczym jeszcze nigdy tak się do mnie nie odezwał-Teraz to ja jestem twoim ojcem i będziesz robiła co ci każę.
-Nie jesteś moim ojcem i nigdy nie byłeś!-po tych słowach pobiegłam na górę, spakowałam się i wyszłam na dwór.
Biegłam przez miasto. Co jakiś czas przestawałam żeby złapać oddech. Mimo, że miałam dobrą kondycję stras znie się zmęczyłam. Nie wiem, czy to od biegu, czy ze wściekłości, ale nie mogłam złapać oddechu przez dobre kilka minut. Dawno już tak nie miałam. Zauważyłam, że zaczyna się dzień. Nigdy jeszcze nie oglądałam wschodu słońca. Zawsze bałam się ciemności, ale dzisiaj (właściwie wczoraj) wieczorem poczułam taki rodzaj odwagi, jak nigdy wcześniej. Nie bałam się już niczego. Nic nie było w stanie mnie przestraszyć. Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie, ale tak było. Kiedy dowiecie się, że wszystko, co macie po ojcu wasza matka chce wam odebrać poczujecie to samo. Popatrzyłam na zegarek w telefonie (cud, że bateria trzyma!). Za godzinę zaczynają się lekcje. Pójdę do subway i coś zjem. W końcu trochę pieniędzy mam. Fuck! Zgubiłam portfel. Po prostu świetnie. Nawet zjeść nie mam za co. Może w szkole coś dostanę. Właśnie! Szkoła! Za pół godziny zaczynają się lekcje, a ja jestem na drugim końcu miasta. Całe szczęście, że nie zgubiłam miesięcznego. Mogę pojechać autobusem. Nie, nie pojadę bez biletu. Mam swoje zasady, nie kradnę, nie jeżdżę autobusem na gapę. Nic za darmo. Idę na przystanek, patrzę na zegarek, potem na rozkład jazdy. Za chwilę coś powinno przyjechać. I faktycznie, po kilku minutach zza rogu wytacza się biało-zielono-czerwony autobus. Wow, mam szczęście, jest nowy. Jeszcze da się nim jechać. Na większości widać, że MPK nie ma zamiaru zainwestować w naprawę albo nowy sprzęt. Siadam przy oknie i patrzę na budynki mijane po drodze. Nigdy nie lubiłam tego miasta. Jest strasznie małe, nie mam tu nikogo, kogo bym lubiła, nikomu się nie chce pomalować ścian na budynkach, skosić trawy czy pozbierać śmieci z trawnika. Każdego obchodzi tylko swój dom czy pokój, nic więcej. Dlaczego nikt nie może zrobić czegoś po prostu- bo tak będzie lepiej. Naprawdę tak trudno wrzucić papierek do kosza zamiast na trawnik? Pomóc starszej sąsiadce wnieść zakupy? Jakie głębokie przemyślenia.... Sama się sobie dziwię, że potrafię takie rzeczy mówić. No ale cóż, taka jestem. I nie zamierzam się zmieniać. Nie mam przyjaciół, ale tylko dlatego, że nikt do tej pory mnie nie docenił. I nie zaakceptował. Nawet nie spróbował.   
***
Wychodziłem  z klasy po angielskim, kiedy usłyszałem za sobą huk. Byłem    pewien, że wyszedłem ostatni.  Jednak za mną leżała dziewczyna. To była Madison, która od dawna mi się podoba. Podbiegłem do niej i sprawdziłem, czy oddycha. Puls był stabilny. Wyglądało na to, że po prostu zemdlała z wycieńczenia. Zaraz potem zobaczyłem jej zakrwawione przedramiona pokryte siateczką blizn, które teraz były rozdarapane i wszystkie krwawiły. Szybko się opamiętałem i zacząłem ją cucić. Mógłbym pójść z tym do szkolnej pielęgniarki, ale wiadomo, ona od razu zrobiłaby wykład, pytałaby o problemy w życiu itp... po prostu chcę jej oszczędzić kłopotów z nauczycielami. Nic o niej nie wiem, nie będę jej robił problemów- postanowiłem.  Te rozmyślania przerwał mi cichy jęk. Była to ta dziewczyna. Najwidoczniej rany bardzo ją bolały. Opanowałem się i spróbowałem nawiązać z nią kontakt.
-Cześć? Halo, słyszysz mnie? Jesteś tu?- pytałem bez sensu. Nie oczekiwałem odpowiedzi. Dlatego aż podskoczyłem ze zdumienia, kiedy usłyszałem słaby i urywany damski głos
- ała...hej...jestem....Madison....ała....a...ty...?  
-Michał. Zabrać cię do szpitala albo do pielęgniarki? Może...
-Nie- była wyjątkowo stanowcza- pomóż mi wstać a poradzę sobie sama.
-Nie możesz w takim stanie sama iść do domu. Chodź, odprowadzę cię!
-Lepiej nie. Poradzę sobie. Poza tym...-głos jej się załamał- mama nie wie, że mam te blizny. Ona o niczym nie wie...
No tak. Zapomniałem, że inni ludzie mają matki. Ja mam tylko ojca, mama nie żyje. Wolałem nie poruszać tego tematu, bo domyśliłem się, że nie ma dobrych relacji z rodzicami. Postanowiłem zabrać ją do mnie do domu. Tata akurat wyjechał,  więc nie będzie zadawał niepotrzebnych pytań. Jest lekarzem, więc powinienem mieć w domu bandaż czy coś.  O dziwo, zgodziła się. Pomogłem jej wsiąść do samochodu  (nowy!) i pojechaliśmy.  Na szczęście droga nie była długa. Już po chwili byliśmy na miejscu. Odprowadziłem gościa do mojego pokoju  podbiegłem do gabinetu i przyniosłem czyste bandaże. Kiedy wróciłem Madison leżała na moim łóżku. Miała zamknięte oczy, ale kiedy tylko usiadłem obok niej spojrzała na mnie. Delikatnie podniosłem jej rękę i rozwinąłem przyniesiony materiał. Zacząłem bandażować rany. Nauczył mnie tego ojciec. Jestem w tym naprawdę sprawny. Kiedy oba jej przedramiona były owinięte w materiał dziewczyna usiadła i zaczęła mi się przyglądać.
***
Obudziłam się w jakimś pokoju. Było dużo światła, jakiś przyjemny głos. I było mi bardzo, bardzo wygodnie. Wydawało mi się, że ktoś do mnie mówi. Usłyszałam swoje imię.... zaraz... co się stało wczoraj? Pamiętam , że uciekam z domu potem biegnę i wchodzę do szkoły. Ale czy faktycznie tam weszłam? Może ten głos będzie wiedział? Warto spróbować. Nagle zdałam sobie sprawę, że nie mogę się ruszać. Spróbowałam usiąść, ale nie dałam rady. Spróbowałam jeszcze raz. Uniosłam się tylko na kilka sekund po czym znowu opadłam na poduszkę. Poczułam, że mogę ruszać powiekami. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Leżałam w łóżku, obok mnie stał jakiś chłopak, na górze było dużo światła, a... chwila... CHŁOPAK?! Kto to? Co robiliśmy? Co się stało?! Dlaczego nie jestem w domu?! A jeżeli nie jestem u siebie to czyj to pokój? Tego chłopaka? A może... uf. Ogarnij się Mad. Po prostu go zapytaj. Kiedy już mogłam się podnieść usiadłam na poduszkach, oparłam się o ścianę i czekałam aż ktoś przyjdzie. Spojrzałam na drzwi, które, domyśliłam się, że prowadzą do łazienki. Poszłam w tamtym kierunku, a kiedy otworzyłam drzwi w środku zobaczyłam...


Hej hej! Tak, Martynka w końcu dodałam :) Oczywiście dla ciebie dedykacja. I dla Rubi i Basi, które całkowicie zryły mi psychikę i pewnie po zdaniu "co robiliśmy" będą wyczuwać w nexcie sceny +18 :) Tak... wiecie, że was kocham :)
PS Oczywiście sorry za błędy :). Większość rozdziału była pisana na telefonie, więc coś może być źle :)

7 komentarzy:

  1. Świetny post =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długi komentarz... ale takie też się dla mnie liczą :) dziękuję :)

      Usuń
  2. Bam, bam! Oł noł... one to czytają? Tylko, żeby mnie nie rozpoznały, wiadomo... ja tu jestem incognito. I jeszcze piszesz lepiej ode mnie, jestem zazdrosna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bądź zazdrosna, ty jesteś lepsza :p nie rozpoznają cię, spokojnie :)

      Usuń
  3. Nominuję Cię do nagrody Liebster Award :'). Już wkrótce skomentuje twoje rozdziały :D
    Na temat nominacji dowiesz się więcej na Cieniu kruka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cześć! Przeczytałam twój blog. Jest interesujący, lecz pare rzeczy bym poprawiła.
    1. Mniej języka potocznego, bo to psuje wrażenie o rozdziale.
    2. Mniej nawiasów ;)
    3. Nie używaj lepiej Caps Locka, bo to nie wygląda estetycznie.
    4. Akcja rozwija się w szaleńczym tępie. A może by tak przystopować? :)
    5. Czasami używasz czasu teraźniejszego. Lepiej by było gdybyś pozostała przy przeszłym.
    Jednak naprawdę podoba mi się to jak piszesz! Pozdrawiam i pamiętaj o nominacji :)
    Be Y.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za krytykę, jest dla mnie ważna. Wiem, że czasami piszę w czasie teraźniejszym a czasami w przeszłym, staram się tak nie robić :) Jeżeli chodzi o nawiasy i język potoczny... nie chcę, żeby opowiadanie było sztywne i oficjalne, bo to nie będzie wiarygodne: zbuntowana szesnastolatka pisze stylem nauczycielki polskiego :) Wydaje mi się, że tak jest lepiej, ale postaram się nad tym popracować :) A jak będzie się rozwijała akcja to zobaczysz, ale uwierz mi, nie będzie szybka (a przynajmniej tak bym chciała :) Poza tym pierwszy raz piszę dłuższe opowiadanie, więc błędy na pewno są :) dzięki za kom i czekam na nexta u ciebie :)

      Usuń